Nieodpowiedzialnie = nieopłacalnie?
Stan naszych wód w ostatnich dwu dekadach uległ poprawie, w dużej mierze z powodu restrukturyzacji przemysłu i upadku pewnych jego gałęzi oraz przyjęciu regulacji stosowanych w krajach UE. Istnieje jednak bardzo dużo do zrobienia w tej dziedzinie. Firmy powinny analizować i tworzyć strategie gospodarowania wodą, biorąc pod uwagę, że będzie ona coraz droższa, zarówno przy zakupie, jak i przy zrzucie w postaci ścieku.
Elementem takiej strategii powinno być uwzględnianie aspektów ekologicznych. Tutaj napotykamy jednak na dość poważny problem - problem relacji pomiędzy ekonomią firmy, środowiskiem, a konkurencyjnością.
W tym kontekście pojawia się zasadnicze pytanie: czy biznes może być ekologiczny? Lub też: czy biznes może brać w swoich kalkulacjach pod uwagę sprawy ochrony środowiska? Intuicyjna odpowiedź brzmi twierdząco. Wbrew pozorom, kwestia ta niesie za sobą jednak wiele sprzecznych aspektów. Jedna z definicji CSR głosi, że „Bycie odpowiedzialną firmą oznacza (…) dobrowolne zaangażowanie. Argumenty ekologiczne stosowa¬ne w kampaniach reklamowych to zdecydowanie za mało, potrzebne są, więc przej¬rzyste procedury w ramach zarządzania środowiskowego, jako dobrowolne formy samoograniczania oddziaływań na środowisko”.
Z drugiej strony, należy rozważyć kwestię tego, czym jest biznes, czym powinien się kierować, a czym się faktycznie kieruje. Przepisy prawa twierdzą jednoznacznie, że obowiązkiem zarządu każdej firmy jest dbałość o jej interes ekonomiczny. Dlatego też często wybierając rozwiązania dla określonych sytuacji biznesowych, osoby odpowiedzialne za decyzje kierują się tym, co jest korzystniejsze dla firmy w rozumieniu konsekwencji finansowych.
Miejsce na „eko”
W warunkach globalizacji firmy muszą jednakże brać pod uwagę strategię konkurencji. Jeżeli ta nie stosuje się do zasad zrównoważonego rozwoju, nie będzie także możliwym niewymagane przepisami prawa działanie w zakresie ochrony środowiska, angażujące poważne środki. Firma postępująca niezgodnie z powszechną praktyką zostałaby wyeliminowana przez rynek. Czy jest zatem możliwe stosowanie zasad Sulivana, będących podstawą CSR?
Tak, ale pod warunkiem, że będzie to głos większości. Ogromną rolę odgrywają tu ustawodawcy, którzy powinni stworzyć dla biznesu takie ramy prawne, aby stosując się do nich, realizowali oni zasady zrównoważonego rozwoju. Jednak sedno tego problemu leży nie tyle w braku regulacji prawnych, ile oporze przed ich stosowaniem.
Każda firma w ramach dbałości o wizerunek czyni starania, aby okazywać troskę o środowisko. Niestety, zbyt często zdarza się, że starania te sprowadzają się jedynie do tworzenia niczym niepopartej strategii PR. Ekologiczne konferencje, komunikowanie upowszechniania w biurach ekologicznego papieru, czy akcje sadzenia drzew są bardzo dobrymi kotwicami promocyjnymi, szczególnie gdy towarzyszą im eventy, jednakże pod warunkiem, że nie są prowadzone zamiast rozwiązań kompleksowych, jak np. instalacja innowacyjnego systemu oczyszczania ścieków. W praktyce zaobserwować można przeróżne zjawiska.
Każda firma w ramach dbałości o wizerunek czyni starania, aby okazywać troskę o środowisko. Niestety, zbyt często zdarza się, że starania te sprowadzają się jedynie do tworzenia niczym niepopartej strategii PR. Ekologiczne konferencje, komunikowanie upowszechniania w biurach ekologicznego papieru, czy akcje sadzenia drzew są bardzo dobrymi kotwicami promocyjnymi, szczególnie gdy towarzyszą im eventy, jednakże pod warunkiem, że nie są prowadzone zamiast rozwiązań kompleksowych, jak np. instalacja innowacyjnego systemu oczyszczania ścieków. W praktyce zaobserwować można przeróżne zjawiska.
Zielona klaka
Na jednej ze stron internetowych, poświęconej CSR znaleźć można informację o firmie, dla której świadczyłem usługi doradcze. Informacje te są w istocie komunikacją ekologicznej działalności firmy. Fakty natomiast są takie, że firma ta od lat ma nierozwiązany problem ścieków, z którym radzi sobie w sposób daleki od przyjaznego środowisku. W przytoczonym przeze mnie przypadku, najpewniej nieodosobnionym, pojęcie „ ekologia” pełni rolę jedynie narzędzia marketingowego.
Z kolei przy okazji analizy gospodarki wodno-ściekowej w dużej zagranicznej firmie, zetknąłem się z problemem nagminnego przekraczania wartości dopuszczalnych w ściekach zrzucanych do miejskiego systemu kanalizacyjnego. Co symptomatyczne, osoba odpowiedzialna za sprawy środowiska bardzo przejęła się sytuacją, jednak nie ze względu na zatruwanie systemu kanalizacyjnego ogromnymi ładunkami BZT i CHZT, ale z powodu dotkliwych kar finansowych, obciążających w związku z tym firmę. Do szukania dróg rozwiązania problemu przystąpiono dopiero po nieudanych próbach zażegnania przymusu zapłaty, jednak nawet wówczas oczekiwanie było takie, aby rozwiązanie spełniające wymogi było możliwie najtańsze inwestycyjnie i eksploatacyjnie. Osoby zajmujące się rozwiązaniem musiały także podpisać zobowiązanie do zachowania poufności wobec firmy, która cieszyła się opinią przyjaznej środowisku.
Takie podejście do problemu jest niestety bardzo częste. W przypadku zaostrzania norm ochrony środowiska często pierwszą reakcją biznesu jest unikanie obciążeń finansowych, obchodzenie prawa, zwlekanie a dopiero, gdy nie ma wyjścia rozwiązywanie problemu. Oczywiście, zdarzają się chlubne wyjątki, w firmach, gdzie kwestie ochrony środowiska traktowane są poważnie.
Czas a pieniądz
W opisanym przypadku analiza wykazała, że najtańszym wyjściem będzie wybudowanie własnej oczyszczalni ścieków, co pozwoliłoby zredukować opłaty oraz uzyskać zwrot z inwestycji w rozsądnym terminie. Pomimo że należy liczyć się ze wzrostem obciążeń związanych z korzystaniem ze środowiska, konieczność wydania konkretnej kwoty na cele niebezpośrednio produkcyjne powoli trafia do świadomości Zarządu tej firmy, w której decyzja jeszcze nie zapadła.
Pierwszym wobec tego przykazaniem odpowiedzialnego biznesu jest uderzenie się w pierś i sprawdzenie, czy firma pretendująca do opinii odpowiedzialnej jest taką naprawdę i czy faktycznie stosuje się do przepisów prawa. Dopiero takie ustalenie pozwala na rozwinięcie wachlarza działań proekologicznych, takich jak oszczędzanie wody, edukacja ekologiczna itp.
Wydaje się, że jedynym podejściem mogącym trwale pogodzić ekologię i biznes, jest podejście ekonomiczne. Środowisko i jego elementy są wymiernymi dobrami, ale też są dobrami ograniczonymi, racjonalne gospodarowanie, którymi jest sztuką i podstawą zrównoważonego rozwoju. Pozwalam sobie na twierdzenie, że aspekt ekonomiczny jest w większości dyskusji o ekologii za mało eksponowany. A przecież wszystkie elementy środowiska da się wycenić przez zastosowanie odpowiedniego podejścia: krajobraz, bioróżnorodność, jakość wody, nawet zdrowie i samopoczucie ludzi. Oczywiście, taka analiza wymaga głębokiej wiedzy i współpracy specjalistów z wielu dziedzin. Obecnie daleko nam do takiego sposobu myślenia. Obecnie według urzędników, większą wartość ma rzeka uregulowana niż nieuregulowana, ponieważ w tę pierwszą zainwestowano określone środki. Z takiego podejścia wynika jednak wprost, że większą wartość ma krajobraz przemysłowy niż przyrodniczy.
Gdyby zacząć prowadzić kalkulacje tego rodzaju, okazałoby się, że wiele inwestycji związanych z ochroną środowiska jest w istocie opłacalnych. Opłacalnych jednak ze społecznego punktu widzenia, nie zaś z punktu widzenia firmy nastawionej na zysk wymierny w krótkiej perspektywie czasowej.
Największe znaczenie zatem mają obecnie ustawodawcy, którzy powinni tak konstruować prawo, aby jego stosowanie dawało efekty w postaci realizacji zasady zrównoważonego rozwoju przy zachowaniu takich samych reguł gry ekonomicznej dla wszystkich podmiotów.
Średnia ocen:
0.00
, Suma ocen:
0, Głosów:
0